Bydgoszcz, luty 1945. Mieszkańcy oczyszczają miasto z napisów i tablic niemieckich. Fot. PAP

Warszawa, 1 maja 1945. Uczestnicy pochodu pierwszomajowego zgromadzeni na Placu Teatralnym. Fot. PAP

Warszawa, grudzień 1945. Uliczna sprzedaż choinek przed świętami Bożego Narodzenia. Fot. Zdzisław Wdowiński / PAP

Warszawa, 19 stycznia 1945. Defilada żołnierzy I Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej. Fot. Wojskowa Agencja Fotograficzna (WAF) / Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Rok 1945. Między wojną a podległością

W Warszawie odbywa się pierwszy Zjazd PPR. Zostaje wybrany nowy Komitet Centralny, w którym znajdują się m.in. Władysław Gomułka jako I sekretarz, Hilary Minc, Stanisław Radkiewicz, Jakub Berman, Marian Spychalski, Roman Zambrowski i Aleksander Zawadzki. Bolesław Bierut pozostaje przewodniczącym KRN.

6‒13 grudnia 1945

Odbywa się manifestacyjny pogrzeb sekretarza naczelnego PSL, Bolesława Ścibiorka, zamordowanego 5 grudnia w Łodzi przez funkcjonariuszy UB. Władze państwowe o morderstwo oskarżają początkowo NSZ, a następnie WiN.

11 grudnia 1945

W Łodzi odbywa się pogrzeb zamordowanej przez nieznanych sprawców studentki Uniwersytetu Łódzkiego Marii Tyrankiewicz. Według powszechnego mniemania, mordercami są żołnierze sowieccy. Pogrzeb przemienia się antyrządową i antysowiecką manifestację, wielu studentów zostaje aresztowanych.

19 grudnia 1945

Z artykułu Prowizorycznie w „Tygodniku Warszawskim”:

Mieszkamy prowizorycznie, bez podwójnych okien, bez uszczelnienia ich na zimę, po większej części bez mebli – byle wytrzymać. Dokąd? Na razie do wiosny. A może wcześniej jakaś wyższa siła każe się usunąć ze zdobytego z trudem (ileż było przy tym chodzenia!) kąta, może mróz rozsadzi lub obluzuje mury, może cały dom instytucji będzie potrzebny, może...

Więc przeczekać. Byle dziś, byle jutro, byle jeszcze dzień... Czy warto w takich warunkach odnawiać swój pokój w cudzym mieszkaniu? Czy warto robić jakieś udogodnienia, ulepszenia? […]

Jadamy prowizorycznie. Po stołówkach, w których nam co trochę coś obrywają. Były kolacje, już nie ma kolacji. Było śniadanie, dziś już nie ma śniadań. Maluczko, a pozostanie sama wasserzupka. Rzadko kto jada w domu. Suto zapowiadany „suchy prowiant” kurczy się z miesiąca na miesiąc. Chleb przestali dawać od trzech miesięcy, tłuszcz od dwóch. Więc gospodarstwo domowe szwankuje coraz bardziej, normalne posiłki zmieniają się stopniowo w namiastki jedzenia. I znowu się czeka: do pierwszego, do piętnastego. Prowizorium odżywiania.

Jeździmy prowizorycznie. Przygodnym samochodem, czasem wyjątkowo osobowym, częściej odkrytą towarówką, i marzniemy, czekając kwadransami w ogonku na prowizorycznym moście. […]

Pracujemy prowizorycznie. Przez instytucję pewną, która zatrudnia koło dwustu pracowników, przeszło ich w ciągu sześciu miesięcy pół tysiąca. Nie ma tygodnia, żeby parę już znajomych nie odpłynęło. Cóż jest warta taka efemeryczna praca? Jaką pociechę ma instytucja z pracownika, który ledwie się obezna ze swymi zadaniami, już myśli o przejściu na lepsze warunki gdzie indziej? […]

To pewnie cecha nie tylko Warszawy – objaw powojenny, powszechny. Ale w Warszawie, która ma wyjątkowo trudne warunki bytu, a wielkie skupisko sił intelektualnych, prowizorium pracy wyjaskrawia się mocno.

I nawet – modlimy się „prowizorycznie”. To nie wpływa bynajmniej na żarliwość modlitwy, przeciwnie, jeszcze ją podkreśla, ale jakże nazwać tę modlitwę, która odbywa się w prowizorycznej kaplicy, przerobionej z sali odczytowej, zamiast w kościele Zbawiciela, albo w podziemiach św. Aleksandra? Nawet roraty, przez tyle lat odprawiane o 6.00 rano, przesunięto w tym roku na siódmą.

Warszawa, 9 grudnia

[„Tygodnik Warszawski” nr 5 (1945) z 9 grudnia]

Władysław Gomułka (I sekretarz PPR) w przemówieniu wygłoszonym na zakończenie I Zjazdu PPR:

Naszym głównym zadaniem jest zmobilizowanie i skupienie milionów ludzi do budowy Polski Ludowej i do walki ze wszystkimi siłami, które stoją na przeszkodzie w realizowaniu tej pracy. Milionowe masy narodu polskiego chcą takiej samej Polski, jakiej my chcemy, jakiej chce Partia Robotnicza. [...]

Pamiętajcie, że walka z reakcją pozostaje nadal głównym zadaniem wszystkich peperowców i każdego demokraty. Pamiętajcie, że walka ta będzie długotrwała, wiedzcie, że reakcja nie cofnie się przed użyciem żadnego środka w walce z nami i Polską demokratyczną. Demokratów rozpoznacie zawsze po ich stosunku do reakcji. Kto nie chce zwalczać wrogów Polski Ludowej, kto nie chce zwalczać reakcji, kto się z nią zadaje i kogo ona popiera – ten nie może być demokratą. Taka jest linia podziału na demokratów i przeciwników demokracji, na zwolenników i przeciwników Polski Ludowej. […]

Gdy wszystkie organizacje partyjne pójdą drogą nakreśloną przez zjazd, to w krótkim czasie podwoją i potroją się szeregi naszej partii, to odizolujemy całkowicie reakcję od narodu i stworzymy gwarancję zupełnego zwycięstwa idei Polski Ludowej.

Warszawa 12 grudnia

[Władysław Gomułka, Artykuły i przemówienia, t. 1, Styczeń 1943 – grudzień 1945, Warszawa 1962]

Stefan Korboński (działacz PSL, były Delegat Rządu na Kraj):

 Jatki są w pełnym toku. Kraj coraz bardziej przypomina rzeźnię. Przedwczoraj zamordowano w Łodzi Bolesława Ścibiorka […]. Został zastrzelony o godz. 10.00 wieczorem we własnym domu. Ten już zapłacił rachunek za przejście do opozycji.

Ale to nie wszystko, bo w ten sam sposób został zabity 23 listopada w Krasnymstawie kawaler Virtuti Militari, major Batalionów Chłopskich Stanisław Sokołowski […]. Powiększyli oni listę naszych zamordowanych działaczy, na której na pierwszym miejscu figuruje: Narcyz Wiatr-Zawojna, komendant BCh na Małopolskę, także kawaler Virtuti, zastrzelony przez bezpiekę w biały dzień na Plantach krakowskich, a na drugim Władysław Kojder, zabity przez majora bezpieki [Władysława] Sobczyńskiego w lesie, obok rodzinnej wsi. […]

Rzuca się w oczy jawność tych morderstw. Przyjeżdżają miejscowi ubecy, dobrze znani całej ludności, i bądź to zabijają ofiarę na oczach rodziny, bądź prowadzą ostentacyjnie przez wieś czy miasteczko, a później strzelają w pobliżu. Niektóre wypadki wskazują, że ubekom wyraźnie zależało na tym, by ludność wiedziała, że oni są zabójcami. Cel ten nietrudno odgadnąć: chęć wzbudzenia postrachu przed bezpieką, no i terror jako podstawa systemu rządzenia. Nie przeszkodziło to jednak [ministrowi bezpieczeństwa publicznego Stanisławowi] Radkiewiczowi w wydaniu wczoraj komunikatu, w którym twierdzi, że Scibiorka i Kojdera zamordowały „zbiry z podziemia”. Ba, nawet wyznaczył nagrodę za wykrycie sprawców w kwocie 50 tysięcy złotych. Ma prawo ją sam zainkasować.

Warszawa, 7 grudnia

[Stefan Korboński, W imieniu Kremla, Warszawa 1997]

 

o. Tomasz Rostworowski (jezuita, duszpasterz akademicki):

W połowie grudnia 1945 Łodzią wstrząsnęła wiadomość o śmierci studentki Marii Tyrankiewiczówny. […] Pogrzebem zajęła się Bratnia Pomoc Studentów. Staś Bukowski, jej kolega, mieszkający w tym samym domu, przyszedł do mnie w poniedziałek, jako do duszpasterza akademickiego, prosząc, bym poprowadził pogrzeb. […]

Nabożeństwo żałobne i pogrzeb mają się odbyć w środę rano. We wtorek przybiegają dwie studentki […] i dają mi znać, że władze milicyjne nie chcą wydać ciała po dokonanej sekcji. […] Ruszam na drugą stronę ulicy Sienkiewicza, gdzie znajdował się Miejski Zakład Pogrzebowy. Z kierowniczką ustalam, że za chwilę pożyczą nam z tego zakładu katafalk, co czynią natychmiast. Tymczasem, w czasie mojej rozmowy z kierowniczką odzywa się telefon z Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa. Żądają natychmiast dostarczenia trumny, koni i obsługi, by pochować Tyrankiewiczównę jeszcze dziś. Kierowniczka tłumaczy, że już późno, zakład właściwie nieczynny, obsługa poszła do domu. Na to mówią jej: „Czy pani wie, z kim pani rozmawia?”. Gdy odpowiedziała, że zdaje sobie sprawę, zapowiedzieli, że za 15 minut będą osobiście. Kierowniczka zwraca się […] do starego, wąsatego pracownika, który się ukazał w głębi zakładu: „Chcą tę studentkę zamordowaną pochować po cichu, jeszcze dziś. Powiedziałam, że nie ma już obsługi”. „Choćby mnie pani nie wiem gdzie szukała, to mnie pani nie znajdzie!” – powiada wąsaty pracownik i znika. Ja również. Pozostaje sama kierowniczka. Przyjeżdżają ubowcy. Po rozmowie ustalają, że pogrzeb odbędzie się jutro o 5.00 rano. Trumna i obsługa mają być w kostnicy szpitalnej na Julianowie.

W tym samym czasie grupy studentów porozbiegały się po uczelniach, zwołując kolegów i koleżanki na Julianów. Wykłady przerwano, i to nie tylko na Uniwersytecie, ale i na Politechnice, w Wyższej Szkole Handlowej, tak że młodzież, w liczbie dwóch tysięcy, znalazła się przy kostnicy. Młodzi ludzie byli agresywni. Przedstawiciele „Bratniaka” […] domagali się kategorycznie wydania zwłok. Istotnie, około godziny 18.00 otrzymali je. Wtedy uformował się pochód, który w milczeniu zaczął się posuwać głównymi ulicami miasta […] do kościoła akademickiego. […]

Późnym wieczorem odbył się przemarsz oddziału milicji i wojska w pełnym uzbrojeniu przez ulicę Piotrkowską i Nowomiejską. Zarządzono alarm milicyjny. Zwołano zebranie rektorów wyższych uczelni w gmachu Urzędu Wojewódzkiego. Narady trwały do późna w nocy. Władze wojewódzkie pytały, na jakiej podstawie przerwano zajęcia. Ustalono, że kondukt pogrzebowy pójdzie bocznymi ulicami na stary cmentarz i będzie miał charakter cichy. […]

Ponieważ przy parku, gdzie zamordowano studentkę, stacjonowała jednostka wojskowa – podejrzewano, że mordu dokonał ktoś z wojskowych rosyjskich. Śledztwo, wdrożone natychmiast w tej sprawie, nie dało jednak żadnych rezultatów.

Rano, tuż przed godziną 10.00 tłumy studentów zapełniły kościół. Po mszy świętej rusza kondukt. Studenci niosą krzyż i dwie chorągwie. Za nimi kilka osób z wieńcami. […] A potem nieprzebrany pochód studentów, ustawiony szóstkami i uczelniami. […] Około sześciu tysięcy młodzieży! Wychodzimy ulicą Piotrkowską, a następnie mamy skręcać w lewo, w ulicę Zamenhofa. Czoło jednak staje i chce iść naprzód. Orkiestra gra marsza żałobnego, ja, stojąc na zakręcie ulicy Roosevelta i widząc wahania, milczę i modlę się. Milicja nakazuje skręcić. Studenci uparcie stoją w miejscu, zwróceni twarzą w kierunku placu Wolności. Wreszcie spośród tłumnie gromadzącej się publiczności, zaczynają padać okrzyki: „Prosto! Prosto!”, a do milicji: „Gdzieście byli, jak ją zabijali?!”. Milicja ustępuje i kondukt idzie wzdłuż Piotrkowskiej. […]

Na zakręcie przed cmentarzem drogę zagradza uzbrojone w pepesze wojsko, które zaraz za trumną tworzy kordon, oddzielający ją od tłumu studentów i nie wpuszczający ich na cmentarz. Do grobu mieli dostęp tylko najbliżsi i delegacje z wieńcami oraz te sześcioosobowe grupy studentów, co szły za orkiestrą. […]

Wzywam do spokoju, godności i skupienia się w sobie, by służyć Bogu i Polsce. Jednakże nastroje wśród studentów pozostających za obrębem cmentarza stają się coraz gorętsze. Wracająca z uroczystości młodzież jest nagabywana przez licznie rozsianych agentów bezpieczeństwa, wciągana do bram, legitymowana. Niejeden zostaje obity. […] Młodzież, idąc obok redakcji „Robotnika” na Piotrkowskiej, wybiła w niej szyby i zaczęła śpiewać Rotę ze zmienionymi słowami: „Aż się rozpadnie w proch i pył sowiecka zawierucha”.

Na wysokości ulicy Andrzeja zagradza tłumowi drogę oddział wojska z pepeszami i wzywa do rozejścia się, a wreszcie daje salwę ostrzegawczą. Młodzież się rozbiega. W domach akademickich następują w nocy masowe aresztowania. […] Tramwajarze samorzutnie przez cały tydzień bezpłatnie wozili studentów na znak solidarności.

Łódź, 19 grudnia

[Tomasz Rostworowski, Zaraz po wojnie. Wspomnienia duszpasterza (1945–1956), Warszawa 1988]

 

Opis relacji: Władysław Gomułka (I sekretarz PPR) w przemówieniu wygłoszonym na zakończenie I Zjazdu PPR Następna relacja
Opis relacji: Z artykułu Prowizorycznie w „Tygodniku Warszawskim” Poprzednia relacja
Opis relacji: Stefan Korboński (działacz PSL, były Delegat Rządu na Kraj) Następna relacja
Opis relacji: Władysław Gomułka (I sekretarz PPR) w przemówieniu wygłoszonym na zakończenie I Zjazdu PPR Poprzednia relacja
Opis relacji: o. Tomasz Rostworowski (jezuita, duszpasterz akademicki) Następna relacja
Opis relacji: Stefan Korboński (działacz PSL, były Delegat Rządu na Kraj) Poprzednia relacja