Bydgoszcz, luty 1945. Mieszkańcy oczyszczają miasto z napisów i tablic niemieckich. Fot. PAP

Warszawa, 1 maja 1945. Uczestnicy pochodu pierwszomajowego zgromadzeni na Placu Teatralnym. Fot. PAP

Warszawa, grudzień 1945. Uliczna sprzedaż choinek przed świętami Bożego Narodzenia. Fot. Zdzisław Wdowiński / PAP

Warszawa, 19 stycznia 1945. Defilada żołnierzy I Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej. Fot. Wojskowa Agencja Fotograficzna (WAF) / Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Rok 1945. Między wojną a podległością

Premier Rządu Tymczasowego Edward Osóbka-Morawski podpisuje w Moskwie układ o przyjaźni, wzajemnej pomocy i współpracy pomiędzy Polską a ZSRR, który ma obowiązywać przez 20 lat.

21 kwietnia 1945

Stanisław Szymański (repatriant z Wołynia):

Ładujemy się w wagony, po dwie rodziny do każdego. Jedziemy gdzieś na koniec Polski, nad Odrę. […]

Nad ranem długi skład wagonów repatrianckich wtoczył się na stację w Starogrodzie. Nie zmieścił się na boczni­cy, więc ustawiono go na dwóch równoległych torach. Nasz wagon stał w szeregu przyległym do starego cmentarza. Pomiędzy drzewami tliły się jakieś ogniska.

O Boże! Rosjanie! – poniósł się po wagonach zdławio­ny szept.

Oni także nas zobaczyli. A zwłaszcza nasze kobiety.

Podjom! Baryszni, baryszni w eszełonie! [Wstawać! Panienki, panienki są w pociągu!] – rozległy się krzyki.

Na nasz pociąg ruszył tłum mężczyzn w zielonych port­kach, albo i bez portek. Biegli tak jak się który obudził i jak zastał go radosny krzyk.

W wagonach narastał wrzask, lament i przekleństwa w obu językach. Od dworca rozległy się głośniejsze od in­nych krzyki:

Postoj! Job waszu mat’! Postoj! Budiem strielat’! [Stać! Kurwa wasza mać! Stać! Będziemy strzelać!]

Czort wie, kto strzelił pierwszy. Strzały padały z obu stron. Kilka postaci znieruchomiało pomiędzy szynami.

– Nasi! Nasi! Wojsko polskie! – czyjś histeryczny krzyk przebił się przez powstały harmider.

Zagłuszył go jednak głęboki, miarowy stukot maksima z muru cmentarza. Z drewnianych ścian wagonów leciały drzazgi. Widzia­łem we wschodzącym blasku słońca, jak jakiś rosyjski ma­jor szedł wyprostowany wzdłuż cmentarnego muru ze szturmowym pistoletem w dłoni i strzelał do własnych żołnierzy. Młody lejtnant biegł za nim, coś krzycząc i poda­jąc majorowi magazynki. Nasi żołnierze zaprzestali ognia. Ostatecznie była to wewnętrzna sprawa Sowietów. Słychać było tylko jęki rannych i zawodzenie kobiet. Byliśmy uratowani.

Wiosna, Starogród

[Osadnicy, wybór i oprac. Agnieszka Knyt, Warszawa 2014]

 

Piotr Zaremba (prezydent Szczecina):

Nazwy, widniejące jeszcze na narożnikach ulic, kontrolowaliśmy z planem – posuwając się ostrożnie naprzód w przygnębiającej, absolutnej samotności. Na niektórych gmachach powiewały wielkie białe chorągwie, symbol poddania się i ucieczki. Na ścianach widniały na pół zdarte afisze i proklamacje – czarną farbą namalowane napisy „Wir kapitulieren nie” [nigdy się nie poddamy] – z rozbitych okien wiatr wywiewał firanki, zasieki w poprzek jezdni, pustka, ani jednego człowieka. Wymarłe, opuszczone miasto. [...] Posuwamy się powoli wyludnionymi ulicami – słychać jakieś dalekie strzały, ale w samym mieście nadal panuje cisza. Puste są okna, puste sklepy zabite deskami, puste chodniki, puste jezdnie. [...]

Byłem już przyzwyczajony do ruin, do zniszczeń i pożarów – natomiast to, co wówczas było przerażające w Szczecinie, to cicha pustka opuszczonego miasta. Ani żywego ducha – cisza, którą przerywał jedynie szum naszego samochodu.

Szczecin, 28 kwietnia

 

Jechaliśmy znów środkiem opustoszałej ulicy Krzywoustego, między torami tramwajowymi. Nad ciężarówką łopotała ogromna biało-czerwona chorągiew, którą z trudem trzymało kilku chorążych; chłopcy zaczęli głośno śpiewać Rotę. Wjechaliśmy na plac Zwycięstwa, skręcając w jego północną jezdnię. I tu spotkaliśmy pierwszego mieszkańca Szczecina – starą kobietę wolno idącą z wiadrami do ręcznej studni ulicznej […]. Na nasz widok zmartwiała – ale po chwili, zamiast uciekać, porzuciwszy na jezdni wiadra, z wyciągniętymi rękami pobiegła przez plac wprost nam na spotkanie. Kazałem przystanąć. Siwa staruszka nie mogła złapać tchu, wykrzykując coś bezładnie. Wysiadłem, pytając po niemiecku, czego chce. Odpowiedziała mi po polsku, że z mężem Janem Łabędziem mieszka od trzydziestu lat w Szczecinie i że płacze, bo zobaczyła polską flagę. [...] Tak zaczęło się obejmowanie przez nas Szczecina.

Szczecin, 30 kwietnia

[Piotr Zaremba, Wspomnienia prezydenta Szczecina. 1945–1950, Poznań 1980]

 

Stanisław Radkiewicz (Minister Bezpieczeństwa Publicznego) w referacie na odprawie funkcjonariuszy MO:

Musimy stworzyć nowy typ milicjanta – szermierza demokracji. [...] Ten nowy typ milicjanta musi zasadniczo różnić się od starego granatowego policjanta: korupcja i sprzedajność, brak poczucia etyki, skrupułów i moralności, ideowości, patriotyzmu – oto charakterystyczne cechy policjanta granatowego w Polsce do 1939 roku. [...] Nam potrzebny jest inny typ milicjanta – typ świadomego obywatela, sługi państwa demokratycznego. Wysoka duchowa, moralna i etyczna postawa, bezgraniczne oddanie sprawie Polski, ideowy patriotyzm [...].

Milicja Obywatelska formowała się w ogniu walk i często żywiołowo. Nic też dziwnego, że w jej szeregach znalazła się [...] część przypadkowego, a nawet obcego elementu. [...]

Stawiam jako pilne zadanie: oczyścić milicję od tych obcych elementów, wszelkie nadużycia karać sądem wojskowym. Pamiętajmy, że każdy krok milicjanta jest kontrolowany przez społeczeństwo.

Warszawa, 14 kwietnia

[„Na Straży Demokracji” nr 1 z 14 kwietnia 1945]

 

 

 

Zygmunt Klukowski (lekarz, działacz konspiracyjny):

Byłem na posiedzeniu budżetowym Powiatowej Rady Narodowej. Poznałem obecne władze: nowego starostę Mościckiego, nowego przewodniczącego Powiatowej Rady Narodowej Trąda. Patrzyłem na nich i nie wierzyłem własnym oczom. Trąd – to na wpół analfabeta, który z trudem podpisuje zaledwie swoje nazwisko. Mościcki – to podobno jakiś tragarz. I na takiego wygląda, chociaż postawy jest dość mizernej. Nie orientują się obaj zupełnie w pracach i zadaniach samorządu, nie mają do kierowniczych stanowisk najmniejszego przygotowania ani kwalifikacji. Kierują nimi dawni urzędnicy i to podrzędnej kategorii. Słowem, administracja przedstawia się smutno.

Charakterystyczne też jest ustosunkowanie się do obowiązków. Dawniej na posiedzenia Wydziału Powiatowego członkowie schodzili się punktualnie i posiedzenia miały odpowiednią powagę. Dzisiaj jest inaczej: posiedzenie wyznaczono na godzinę dziewiątą rano. Pierwsi dwaj członkowie przyszli około wpół do dwunastej. Rozpatrywanie budżetu rozpoczęliśmy w obecności wiceprzewodniczącego i jednego członka. Dopiero potem zjawił się sam przewodniczący Trąd, który usiadł z boku i ani słowem się nie odezwał. Czegoś podobnego jeszcze nigdy nie widziałem.

Zamość, 4 kwietnia

[Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna, t. 2, 1944–1959, Warszawa 2007]

 

 

 

Opis relacji: Piotr Zaremba (prezydent Szczecina) Następna relacja
Opis relacji: Stanisław Szymański (repatriant z Wołynia) Poprzednia relacja
Opis relacji: Stanisław Radkiewicz (Minister Bezpieczeństwa Publicznego) w referacie na odprawie funkcjonariuszy MO Następna relacja
Opis relacji: Piotr Zaremba (prezydent Szczecina) Poprzednia relacja
Opis relacji: Zygmunt Klukowski (lekarz, działacz konspiracyjny) Następna relacja
Opis relacji: Stanisław Radkiewicz (Minister Bezpieczeństwa Publicznego) w referacie na odprawie funkcjonariuszy MO Poprzednia relacja