Bydgoszcz, luty 1945. Mieszkańcy oczyszczają miasto z napisów i tablic niemieckich. Fot. PAP

Warszawa, 1 maja 1945. Uczestnicy pochodu pierwszomajowego zgromadzeni na Placu Teatralnym. Fot. PAP

Warszawa, grudzień 1945. Uliczna sprzedaż choinek przed świętami Bożego Narodzenia. Fot. Zdzisław Wdowiński / PAP

Warszawa, 19 stycznia 1945. Defilada żołnierzy I Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej. Fot. Wojskowa Agencja Fotograficzna (WAF) / Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Rok 1945. Między wojną a podległością

Zgodnie z sugestią Józefa Stalina Rząd Tymczasowy przenosi siedzibę z Lublina do Warszawy. Dwa dni później Krajowa Rada Narodowa podejmie decyzję o odbudowie zniszczonej stolicy.

1 lutego 1945

Emigracyjny premier Tomasz Arciszewski wysyła pismo do prezydenta Stanów Zjednoczonych Franklina D. Roosevelta, w którym wyraża nadzieję, że rząd Stanów Zjednoczonych nie dopuści do podjęcia żadnych uchwał nierespektujących słusznych praw Polski i zagrażających jej niepodległości.

3 lutego 1945

Trwa konferencja w Jałcie z udziałem przywódców Związku Radzieckiego, Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, na której omawiane są dalsze kroki zbrojne koalicji antyhitlerowskiej. Zapada także szereg decyzji dotyczących przyszłości Polski. Przedstawiciele trzech mocarstw uzgadniają przesunięcie granic Polski na Zachód kosztem Niemiec, zastrzegając, że ostateczne ustalenia w tej kwestii może przynieść dopiero konferencja pokojowa. Przyjmują linię Curzona za wschodnią granicę kraju (takie rozwiązanie omawiane już było na konferencji w Teheranie, na przełomie listopada i grudnia 1943, o czym polskie władze na emigracji nie były poinformowane). Zaplanowana zostaje także reorganizacja Rządu Tymczasowego, do którego mają zostać włączeni politycy innych ugrupowań – z kraju i emigracji, następnie zostaną przeprowadzone „wolne i nieskrępowane” wybory do sejmu.

4‒11 lutego 1945

Na plenum Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej zapada decyzja o przeprowadzeniu reformy rolnej na nowo zajętych terenach. Podstawą do działania jest dekret o reformie rolnej z 6 września 1944, na podstawie którego przeprowadzono ją wcześniej w Polsce Lubelskiej. Władze przystępują do parcelacji gruntów, w tym majątków ziemskich, których właściciele zmuszeni są do ich opuszczenia. W wyniku reformy rolnej komunistom udaje się całkowicie zlikwidować warstwę ziemiańską. 

6–7 lutego 1945

MBP wydaje instrukcję dla wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa, w której nakazuje kontynuację bezwzględnej walki z Armią Krajową. Wraz z jednoczesnym pojawieniem się na ulicach miast plakatów z napisem „AK – zapluty karzeł reakcji” nasila się walka bezpośrednia oraz propagandowa ze środowiskami niepodległościowymi. Trwają masowe aresztowania żołnierzy, którzy umieszczani są między innymi w obozach podległych NKWD oraz wywożeni do obozów pracy w ZSRR. Nasilające się represje skłaniają rzesze członków podziemia do powrotu do partyzantki. Operujące w terenie oddziały zbrojne koncentrują się na samoobronie, a także rozbrajaniu więzień i posterunków Milicji Obywatelskiej czy wykonywaniu wyroków na członach PPR oraz osobach podejrzewanych o współpracę z władzami bezpieczeństwa.

 

W oficjalnej propagandzie trwa kampania nienawiści wobec podziemia niepodległościowego. Jego członkowie oskarżani są o bandytyzm, kolaborację z Niemcami i faszyzm, a całe środowisko polityczne związane z rządem londyńskim – o odpowiedzialność za klęskę Polski w 1939 roku. 

10 lutego 1945

Premier rządu emigracyjnego Tomasz Arciszewski protestuje przeciwko decyzjom podjętym w Jałcie, nazywając je bezprawnymi oraz zarzucając sojusznikom przeprowadzenie nowego rozbioru Polski. 21 lutego uchwałę potępiającą decyzje jałtańskie wyda Rada Jedności Narodowej (reprezentacja polityczna Polskiego Państwa Podziemnego) razem z przedstawicielem rządu emigracyjnego – Delegatem Rządu RP na Kraj Janem Stanisławem Jankowskim. Uznaje ona jednak nowe granice państwa – w imię otwarcia drogi do dialogu, umożliwiającego pokojową pracę nad odbudową zrujnowanego kraju.

13 lutego 1945

Powstaje Biuro Odbudowy Stolicy, odpowiedzialne za organizację prac nad odgruzowaniem i odbudową miasta.

14 lutego 1945

Odbywa się pierwszy koncert Filharmonii Łódzkiej, a także inauguracja Teatru im. Słowackiego w Krakowie, który wystawia „Uciekła mi przepióreczka” Stefana Żeromskiego w reżyserii Juliusza Osterwy. Do końca roku rozpoczną także działalność m.in. Teatr Wojska Polskiego w Łodzi, Teatr Stary w Krakowie (marzec), Teatr Śląski im. Wyspiańskiego w Katowicach, Teatr Polski w Poznaniu (kwiecień), Opera Śląska w Katowicach (czerwiec), Scena Muzyczno-Operowa w Warszawie, Teatr Miejski we Wrocławiu i Teatr Mały w Szczecinie (grudzień). W sierpniu odbędzie się w Warszawie pierwszy Walny Zjazd Związku Artystów Scen Polskich

19 lutego 1945

Generał Władysław Anders otrzymuje od emigracyjnego prezydenta RP Władysława Raczkiewicza nominację p.o. naczelnego wodza. Pełniący tę funkcję od września 1944 Tadeusz „Bór” Komorowski przebywa w niewoli niemieckiej po akcie kapitulacji powstania warszawskiego.

26 lutego 1945

Zygmunt Klukowski (lekarz, działacz konspiracyjny) w dzienniku:

Gazet legalnych, które podają wyniki konferencji „trzech”, jeszcze nie mamy [...]. Natomiast otrzymałem dziś komunikaty radiowe wydane przez BIP [Biuro Informacji i Propagandy Armii Krajowej] obwodu zamojskiego. Jestem pod ciężkim wrażeniem. Gdyby nasza wschodnia granica poszła po „linii Curzona”, to stracilibyśmy prawie połowę naszego dotychczasowego terytorium i około 11 milionów mieszkańców. Byłby to czwarty rozbiór Polski. Zdobycze na zachodzie nie pokryją tych strat. Nie mogę sobie wyobrazić niepodległej Polski bez Wilna, Lwowa, Krzemieńca...

W myśl jednej z uchwał konferencji „trzech”, nad ustrojami poszczególnych państw mają czuwać przedstawiciele mocarstw sprzymierzonych. Mimo woli budzi się protest przeciwko tego rodzaju opiece nad nami. My jej nie potrzebujemy. Sami damy sobie radę. Rząd Polski w Londynie wystosował orędzie, w którym kategorycznie oświadczył, że nie zgadza się ze stanowiskiem przedstawicieli mocarstw sprzymierzonych w sprawie Polski. Jakie wobec tego powstaną dalsze konsekwencje? Czy dojdzie do jakiegoś porozumienia? Czy będzie zmiana rządu? Czy pozbędziemy się wreszcie obcych „opiekunów”, naszych „przyjaciół” z NKWD na czele? Czyż nie wypuszczą naszych więźniów politycznych, nie ustaną wreszcie masowe aresztowania i bezsensowne prześladowania „faszystów” (!) z Armii Krajowej? A po pierwszych wiadomościach o przebiegu konferencji mieliśmy tak dużo nadziei na to!

Warto też zanotować, że przed paroma tygodniami nasz rząd w Londynie wydał zarządzenia, aby zaprzestać bojkotu i sabotażu w kraju, aby zajmować wszelkie możliwe stanowiska i do wszystkich dziedzin życia wprowadzać swoich ludzi. Została też rozwiązana Armia Krajowa. Mieliśmy wrażenie, że były to wstępne posunięcia, by umożliwić zawarcie wzajemnego porozumienia, aby wreszcie zaprzestać zgubnej walki wewnętrznej, a wytężyć wszystkie siły narodu do obrony Polski przed nowym rozbiorem. Zdawałoby się, iż walka o Wilno i Lwów powinna teraz wysunąć się na pierwszy plan, jak również obrona przed ingerencją bolszewików w nasze sprawy wewnętrzne. Z niecierpliwością oczekujemy, co nam przyniosą najbliższe dni.

Szczebrzeszyn, 16 lutego

[Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna, t. 2, 1944–1959, Warszawa 2007]

Stefania Olechowska (malarka) w dzienniku:

Lwów i Wilno zabrali nam bolszewicy. Teraz boli, gdy się o tym myśli. Ani słówka zipnąć nie wolno o tym, że połowa ziem Rzeczpospolitej zostaje nam wbrew naszej woli przemocą i gwałtem zrabowana. Każą nam się cieszyć! Tylko że wykrzyczeć tę radość jest trochę trudno w tej sytuacji. Obrzydzenie bierze gdy się czyta utwory w obecnym „Dzienniku Krakowskim”. Kadzą Stalinowi i krasnoarmiejcom ile wlezie. Zdrajcy przebrzydli! AK to „faszyści” i „reakcjoniści” – prześladuje się i tępi tych naszych nieszczęsnych chłopaków – męczenników. Krew pomordowanych w Katyniu i krew tych, co padli z rąk zbirów niemieckich i cierpienia milionów wywiezionych w głąb Rosji niech opadną na te zdradzieckie serca i głowy.

Kraków, 2 lutego

[Stefania Olechowska, Dzienniki z lat 1945–1970, zbiory Biblioteki Narodowej, sygn. Ossolineum 15506/I/1-6]

 

 

 

Sabina Sebyłowa (pisarka):

Powroty warszawiaków (dokąd mają wracać, jak nie tu!), rozproszonych przez niemiecki rozkaz opuszczenia miasta, coraz liczniejsze. Poszukują uporczywie tego i tych, co już minęło. Życie w Warszawie, wprawdzie w pieluchach, wciąż rośnie, rozrasta się. W nowym. To już nie linia demarkacyjna. Lecz drugi brzeg. Nowa epoka.

Idą zupełnie niepodobni do tych sprzed sierpnia, a cóż dopiero do siebie sprzed wojny. Obarczeni tobołkami, wózkami, plecakami własnej roboty, doraźnego pomysłu. […]

Ulice zaskakują kontrastami, dysproporcjami. Pozmieniane topograficznie stały się na pewnych odcinkach targowiskiem, niespodzianką, pustką, rumowiskiem, nawet cmentarzem. Bazary popalone. Handlują wprost na ulicy. Głównie „ciuchami”. […]

Liczni mężczyźni i kobiety mają biało-czerwony skrawek wstążki w klapie palta. To wyzwoleni z obozów. Bagażami nie przeciążeni. Sądząc po wyglądzie, zdrowiem również. Wracają Żydzi. Zauważyłam paru Cyganów, członków dziwnie mi obcego narodu. I wszędzie nasi żołnierze, rekrutowani na bezmiernie oddalonych od ojczyzny połaciach Związku Radzieckiego, plagami wojny tam zagnani.

Ulice pełne ciepłych, bezinteresownych i niepowtarzalnych wrażeń. Przyglądam się alianckim żołnierzom: Amerykanie, Anglicy, Belgowie i jeszcze inni odbici z obozów jenieckich. Chodzą wolną stopą po wolnej od Niemców Pradze. Wszyscy wydają mi się bliscy, mimo że nasze oczy nie spotykają się nawet na chwilę. Nogi im się plączą. Zapewne z nadmiaru użycia płynów swobody. […]

Nieprzeliczone tysiące nóg rozciapują błoto zalewające pouszkadzane pociskami i odłamkami chodniki. Szarugi dokuczają żołnierkom. Loki im się rozfryzowują.

Warszawa, luty

[Sabina Sebyłowa, Notatki z prawobrzeżnej Warszawy, Warszawa 1985]

Stanisław Turnau (ziemianin) w dzienniku:

Ostatnie trzy dni spędziłem w Opatowie, Ostrowcu i Sandomierzu. […] W mojej podróży stwierdziłem bez większego zdziwienia, że ziemianin to rzeczywiście „obywatel wyzuty z praw obywatelskich”, jak mi powiedział powiatowy komisarz ziemski. […] Wyjaśnił mi, że w ciągu trzech dni będę się musiał wraz z rodziną z Wlonic wyprowadzić, gdyż przyjedzie przedstawiciel Rady Narodowej i przejmie majątek na rzecz skarbu państwa. W myśl obowiązujących przepisów [o reformie rolnej], które mi odczytał – meble mają zostać, jedynie co do fortepianu miał zastrzeżenia i może uda mi się go wyreklamować jako mój warsztat do zarobkowania.

Wlonice, 10 lutego

Mieszkający u nas sekretarze powiatowi PPR przeprowadzili przystąpienie prawie wszystkich robotników folwarcznych do partii. Dali im do zrozumienia, że w razie odmowy, otrzymają ziemie nie we Wlonicach, które są znane ze swej żyzności, ale pójdą gdzieś „na piachy”. W takich warunkach łatwo uzyskali zwolenników. […]

Służba folwarczna o niczym nie myśli, jak tylko o młocce i zabieraniu zboża. Każdy robotnik wymyśla sobie różne fikcyjne pretensje, aby więcej złapać. Również komisarz, zresztą nieszkodliwy człowiek, zaopatrzył się w kilka metrów wszelkiego rodzaju ziemiopłodów za swoją tygodniową działalność. Cóż to za demoralizacja i bałagan! A pomyśleć, że tymczasem tysiące ludzi z miast i okolic zniszczonych przez wojnę przymiera głodem. […] Kiedy i kto uporządkuje te rażące, szkodliwe stosunki? Czy dokona tego obrońca robotników, partia PPR? Przecież jej przedstawiciele, siedzący tu na miejscu, patrzą na to wszystko z największym spokojem. Chodzi im o to, aby dorobić. Jeżdżą tak znakomitymi końmi, jakich ja przez długie lata nie miałem. Czują się panami, oni budują nową Polskę!

Wlonice (powiat opatowski), 15 lutego

[Stanisław Turnau, Pamiętnik z wojny 1939–1945, zbiory Biblioteki Narodowej, sygn. akc. 10571–10572, 10702–10703]

 

 

 

Kazimierz Wiłkomirski (wiolonczelista, kompozytor i dyrygent):

Nie miałem ze sobą żadnego bagażu – z tej choćby prostej przyczyny, że nie posiadałem dosłownie nic, nawet wiolonczelę, której się dorobiłem podczas okupacji, straciłem w powstaniu. Wiozłem tylko trochę żywności zakupionej w Lublinie za radą życzliwych mi ludzi, którzy wiedzieli o panujących na zachód od Wisły trudnościach aprowizacyjnych. W kieszeni miałem cenny dokument: nominację na dyrektora Państwowego Konserwatorium w Łodzi. Konserwatorium to – rzecz jasna – jeszcze nie istniało. Musiałem je zorganizować, aby móc stanąć na jego czele. […]

Jeden po drugim zaczęli ściągać do Łodzi wybitni literaci, naukowcy, ludzie teatru, no i oczywiście muzycy – niektórzy wzywani przeze mnie dla objęcia profesorskich stanowisk w Konserwatorium, inni z własnej inicjatywy. Łódź stała się niebawem wielkim centrum życia kulturalnego i artystycznego. […]

To brzydkie, zadymione miasto, „miasto bez architektury”, uchodzące w oczach warszawiaków, krakowian i poznaniaków za prowincję, urosło nagle do znaczenia stolicy życia intelektualnego. Jego rażąca dawniej brzydota przestała być dostrzegalna. Dziwnie kontrastowały ze sobą wielkość i doniosłość rozstrzyganych wówczas problemów politycznych, gospodarczych, kulturalnych z jednej strony, z drugiej zaś ubóstwo zewnętrznych form i akcesoriów tego bujnego życia. Jakież to ubrania mieli wtedy na sobie ludzie zajmujący nieraz ważne, eksponowane stanowiska, jakie stare mundury wojskowe bez oznak, jakie wystrzępione do ostatnich granic spodnie, jakie kożuchy, ba, widywało się nawet na ulicy ludzi w autentycznych oświęcimskich pasiakach. Pamiętam [Jana] Ekiera grającego na koncercie symfonicznym w Filharmonii Łódzkiej w szarym garniturze, z którego spodni zwisały u dołu strzępy. […]

Nazajutrz po przybyciu do Łodzi przystąpiłem do pracy nad organizacją Konserwatorium. […] Sprawą najpilniejszą było uzyskanie odpowiedniego lokalu. […] Piękny pałac przy zbiegu ulic Gdańskiej i 3 Maja, należący przed wojną do rodziny Poznańskich, potentatów łódzkiego przemysłu włókienniczego, […] stał się siedzibą dwóch szkół artystycznych: Wyższej Szkoły Teatralnej, która zajęła parter, i Konserwatorium, któremu przydzielono pierwsze i drugie piętro.

Pamiętam dobrze wrażenie, jakie odniosłem, odwiedzając po raz pierwszy tę prawdziwie „pańską” rezydencję. Obite adamaszkiem fotele i kanapy, stoły z marmurowymi płatami, lustra w misternie rzeźbionych ramach, złoconych albo porcelanowych, marmurowe umywalki wmurowane w ściany gościnnych pokoi, kinkiety i żyrandole o wymyślnych kształtach. […] Lokal zaczął coraz bardziej przypominać uczelnię, w miarę jak przybywały zdobywane przez nieocenioną wicedyrektorkę [Helenę Kijeńską-Dobkiewiczową] fortepiany, pulpity, tablice z pięciolinią, różne potrzebne sprzęty i pomoce naukowe.

Łódź, luty

[Kazimierz Wiłkomirski, Wspomnień ciąg dalszy, Kraków 1980]

 

Opis relacji: Stefania Olechowska (malarka) w dzienniku Następna relacja
Opis relacji: Zygmunt Klukowski (lekarz, działacz konspiracyjny) w dzienniku Poprzednia relacja
Opis relacji: Sabina Sebyłowa (pisarka) Następna relacja
Opis relacji: Stefania Olechowska (malarka) w dzienniku Poprzednia relacja
Opis relacji: Stanisław Turnau (ziemianin) w dzienniku Następna relacja
Opis relacji: Sabina Sebyłowa (pisarka) Poprzednia relacja
Opis relacji: Kazimierz Wiłkomirski (wiolonczelista, kompozytor i dyrygent) Następna relacja
Opis relacji: Stanisław Turnau (ziemianin) w dzienniku Poprzednia relacja