Bydgoszcz, luty 1945. Mieszkańcy oczyszczają miasto z napisów i tablic niemieckich. Fot. PAP

Warszawa, 1 maja 1945. Uczestnicy pochodu pierwszomajowego zgromadzeni na Placu Teatralnym. Fot. PAP

Warszawa, grudzień 1945. Uliczna sprzedaż choinek przed świętami Bożego Narodzenia. Fot. Zdzisław Wdowiński / PAP

Warszawa, 19 stycznia 1945. Defilada żołnierzy I Armii Wojska Polskiego na ulicy Marszałkowskiej. Fot. Wojskowa Agencja Fotograficzna (WAF) / Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)

Rok 1945. Między wojną a podległością

Minister spraw zagranicznych w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej Wincenty Rzymowski podpisuje w Waszyngtonie Kartę Narodów Zjednoczonych. Polska staje się 51 członkiem założycielem ONZ.

16 października 1945

Przewodniczący Krajowej Rady Narodowej Bolesław Bierut powołuje Polską Agencję Prasową jako przedsiębiorstwo państwowe.

26 października 1945

W Krakowie umiera legendarny przywódca ruchu ludowego Wincenty Witos.

30 października 1945

Kpt. Hipolit Duljasz (kierownik Wojewódzkiego UBP w Bydgoszczy) podczas odprawy kierowników Powiatowych UBP:

Reakcja przybrała nowe formy walki z ruchem demokratycznym. Rozpoczęła się walka zupełnie legalna. Przejawia się ona w PSL, gdzie dostali się reakcjoniści i skąd zaczynają działać. Całkiem jawnie występują również księża. […] Aktyw reakcji usadowił się w całym szeregu urzędów, […] przede wszystkim jednak dostali się do przemysłu, który chcą opanować.

Czy to znaczy, że reakcja jest silna? Nie! Zmieniła swój system walki i chce się wzmocnić. […] Tworzą chaos i zamieszanie. Wszelkie niezadowolenie społeczeństwa, […] wszelkie trudności gospodarcze, z którymi boryka się nasze państwo, wykorzystuje reakcja. A pcha się ona wszędzie, gdzie tylko może. […] Cel, jaki sobie obrała, to odciągnąć nas od Rosji, połączyć się z kapitałem zagranicznym, odbudować stare partie. […]

Na konferencji z Mikołajczykiem w Moskwie uchwalono dopuścić pewne czynniki z Londynu, które dążyć będą do demokracji. Obecnie, formułując swój program, chcą oni zmobilizować wokół siebie masy. […]

My musimy stać na straży demokracji i stać będziemy! Hydrze reakcyjnej łeb ukręcimy, wszystko jedno, pod jaką postacią ona będzie!

Bydgoszcz, 19 października

[Rok pierwszy. Powstanie i działalność aparatu bezpieczeństwa publicznego na Pomorzu i Kujawach (luty–grudzień 1945), red. nauk. Beata Binaszewska, Piotr Rybarczyk, Warszawa 2010]

 

 

 

Roman Loth (uczeń gimnazjum):

Elektrownia cierpi na chroniczny brak węgla. Transporty bądź nie dochodzą na czas, bądź nie docierają w ogóle. […] Wiadomo było powszechnie, że transporty węgla jadą ze Śląska do Związku Sowieckiego – pociąg za pociągiem.

W Gimnazjum i Liceum dla Pracujących, mieszczącym się w gmachu naszej szkoły, zajęcia odbywały się po południu i wieczorami. Jesienią o tej porze było już ciemno i gdy gasło światło – ustawała nauka. [...] Uczniowie w takich sytuacjach byli zwalniani do domu. Ciemne wieczory były utrapieniem całego świata uczniowskiego […].

Zrodził się pomysł ulicznego protestu. […] Projekt był prosty: młodzież szkolna miała wyjść wieczorem na miasto i manifestacyjnie uczyć się w świetle ulicznych latarni, stojąc pod nimi z otwartymi książkami i zeszytami Wyszło jednak zupełnie inaczej. [...] Organizatorzy spotkali się na ulicy Witolda. Gdy stamtąd wyszli na Żeromskiego, natychmiast pojawił się ogromny tłum. [...] Spontanicznie uformował się pochód, który ruszył w stronę ulicy Traugutta, gdzie mieściła się elektrownia. [...] Skandowaliśmy: „My chcemy się uczyć!” i „Gdzie jest węgiel śląski!”, „Najpierw nam, potem Moskwie”. Okna i balkony na trasie pochodu były pełne, ludzie klaskali nam i pozdrawiali manifestantów. [...]

Przy rogu Żeromskiego i Traugutta, koło ówczesnej Państwówki, na zbliżający się pochód czekał oddział wojska, dowodzony przez oficera w polskim mundurze, ale mówiącego po rosyjsku (lub z silnym rosyjskim akcentem). Oficer ten wskazał żołnierzom, kogo brać. Tłum się rozpierzchnął, część manifestantów została jednak zatrzymana. [...] W zorganizowanym zręcznie sztucznym tłoku udało się ich oddzielić od konwojentów, zanim zostali wylegitymowani. […] Odezwały się serie z pepeszy, strzelane w górę – na postrach. Dopiero wtedy pochód rozpierzchł się ostatecznie.

Radom, 30 października

[Roman Loth, Wspomnienia kochanowskie, czyli Radom lat powojennych, Radom 2012]

 

 

 

Hugo Steinhaus (profesor uniwersytetu lwowskiego, matematyk) w dzienniku:

Polityczny nastrój jest niewyraźny. [...] Demokracja w Polsce jest koncepcją polityczną zupełnie humorystyczną. PPR i rząd rozumieją demokrację w ten sposób, że jest instancja, która rozstrzyga, kto jest demokratą. Przede wszystkim oni sami są demokratami, chociaż nie chcą wyborów, mają cenzurę i przed społeczeństwem tają najważniejsze rzeczy, np. cenę węgla sprzedawanego Sowietom. Wynosi ona 7 zł za tonę, loco Szczecin; nasze spółdzielnie płacą 700 zł. To wiadomo i to też, że deficyt kopalń już przekroczył miliard złotych. Ale nie jest wiadome, ile banknotów zatrzymują Sowiety z drukowanych w Moskwie dla Banku Polskiego.

Kraków, 16 października

Przebywający tu dziennikarze angielscy depeszują do swojej prasy o tutejszej walucie, o nędzy mieszkaniowej, o stosunkach bezpieczeństwa. Nasza prasa uważa to za nadużycie gościnności i tworzy atmosferę zapowiadającą szykany przeciw nim. Oczywiście są to idiotyczne kawały ze strony „Rządu Tymczasowego Jedności Narodowej”, który udaje, że nie wie, że wydalenie byłoby gorsze od najgorszych depesz.

Ciekawe, jaki klimat wschodu idzie za okupacją. Bo w nocy słyszy się strzały, mieszkań nie ma, tekstyliów jeszcze mniej, wolność jest „nakazana”, jest inflacja szkół wyższych (u nas uniwersytetów mnoho), popiera się „kulturę”, robotnik ma groszowe zarobki, coraz więcej się kradnie, na górze są Żydzi, a doły ich nienawidzą. Tout comme chez eux [wszystko jak u nich]. Ale przy tym brak rozmachu, brak siły, brak armii.

Kraków, 28 października

[Hugo Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, Londyn 1992]

 

 

 

Janina Rościszewska (mieszkanka Krakowa):

Lech zorganizował u nas wieczór informacyjny. Dziwne to było zebranie. Nie zapalaliśmy w jadalni światła. Mieszkanie oświetlała tylko lampa z ulicy. Wszystko tonęło więc w półmroku. Przyszedł Jerzy Braun [ostatni Delegat Rządu na Kraj]. Przychodzący ani się przedstawiali, ani witali – każdy zasiadł na wskazanym mu miejscu.

Jerzy Braun zaczął mówić. Godziłam się z nim najzupełniej. Mówił, że w sytuacji międzynarodowej, która się wytworzyła, należy życie nasze do niej przystosować rozsądnie. Mowy być nie może o żadnej działalności konspiracyjnej. Nie ma to dziś żadnego sensu. Po prostu trzeba trwać i cierpliwie czekać czasów, które będą nam bardziej przyjazne. Wysiłki nasze iść powinny w kierunku zachowania naszej kultury, nauki i wszystkiego, co jest dorobkiem naszej cywilizacji europejskiej. To i cały program! Nic więcej nie da się zrobić, a i to będzie natrafiało na trudności, gdyż na pewno ze strony Rosji będą zakusy wynaradawiania nas. Na razie zaczynają delikatnie, że to niby przyjaźń, […] ale należy być przygotowanym na dalsze kroki w kierunku opanowania życia społecznego Polski na wzór rosyjski. Wysłuchaliśmy tych słów w milczeniu, bez dyskusji i w ciszy goście rozeszli się. Nie od razu, a po parę osób – by nie zwracać uwagi.

Tak to zaczyna być w naszej „wolnej i niepodległej”.

Kraków, październik

[Janina Rościszewska, 1942–1946 Kraków–Szaniec, zbiory Biblioteki Jagiellońskiej, sygn. Przyb. 22/82]

 

 

 

Opis relacji: Roman Loth (uczeń gimnazjum) Następna relacja
Opis relacji: Kpt. Hipolit Duljasz (kierownik Wojewódzkiego UBP w Bydgoszczy) podczas odprawy kierowników Powiatowych UBP Poprzednia relacja
Opis relacji: Hugo Steinhaus (profesor uniwersytetu lwowskiego, matematyk) w dzienniku Następna relacja
Opis relacji: Roman Loth (uczeń gimnazjum) Poprzednia relacja
Opis relacji: Janina Rościszewska (mieszkanka Krakowa) Następna relacja
Opis relacji: Hugo Steinhaus (profesor uniwersytetu lwowskiego, matematyk) w dzienniku Poprzednia relacja